niedziela, 31 stycznia 2010
Skutki zimy ...

Są negatywy i pozytywy:

do tych pozytywnych mogę zaliczyć, odwołane 3 dni kursu ( z 6 dni), z powodu  trudnych warunków drogowych :-)

 

Do negatywnych zdecydowanie więcej:

linka gazu w aucie odmarzła, ale coś z układem hamulcowym się dzieje, wyciekł płyn hamulcowy...

wozić drewno należy i odśnieżać sobie ścieżki do wożenia .... czemu tak daleko to drewno od piwnicy ... a bliżej tylko mokre złożone? ( wiem,  wiem dlaczego, ale ponarzekać można no nie ? ). 

Mogłabym jeszcze, ale to na dzień dzisiejszy tylko to mnie wkurza ! 

Aaa - jeszcze z obiecanej kasy dostaliśmy 1/3 tego co nam mówiono... a w sąsiedniej giminie nic nie mówli tylko dali tyle ile nam obiecywali ! buu... też bym chciała tak, a nie takie rozczarowanie !

 

czwartek, 28 stycznia 2010
Isabel Allende "Portret w sepii"

Od bardzo dawna przymierzałm się do Allende, miałam nawet ochotę  zakupić sobie jej książkę, ale zawsze coś innego wpadło mi do koszyka, i w końcu w bibliotece przypomniałam sobie, że może jednak ... i wypożyczyłam jej dwie książki, m.in. "Portret w sepii". 

Bardzo duże wrażenie na mnie zrobił film "Dom dusz"  i okazało się, że ta książka jest w penym stopniu  powiązana a historią pokazaną w filmie. 

Czas ksiązki to XIX wiek, miejsce akcji Stany Zjednoczone i  Chile, trochę także Europa.

Jest to historia dziecka z nieprawego łoża, Aurora  - ciekawa, tym bardziej, że wszystkie okoliczności okołoakcyjne są bardzo interesujące - sytuacja społeczna w Kalifornii - zwłszcza Chinczyków, kwestia bogaci- biedni, wychowanie ... Poźniej jeszcze całkiem egzotyczna dla mnie  historia, która ma miejsce w Chile, poziom medycyny w ówczesnym czasie... całe mnóstwo  informacji, które sprawiają, że  książkę czyta się rewlecyjnie. Trochę przypomina mi  w odbiorze Marqueza.   

Aurora posiada silną osobowość i uparciedąży do osiągniecia swoich celów. Zajmuje się w swoim dorosłym życiu fotografią - zajęcie nietypowe dla kobiety w tamtym czasie i miejscu.  Jej zdjęcia pozwalają jej odkryćczasmi to co jet niewidoczne gołym okiem, a że lubi fotografować ludzi to pokazują prawdziwą naturę człowieka. Też chciałbym tak fotografować ...

Tą książkę można smakować przez wiele dni ... ja ją przeczytałam w okresie świątecznym ... zajęło mi to chwilkę, ale to była jedyna ksiażka, którą wzięłam ze sobą na święta.

Moja ocena: 5/6 

niedziela, 24 stycznia 2010
Mroźnie

no cóż jest zima - diesel zamrożony, benzynka jeszcze  jeździ ... ach gdzie mój ciepły garaż, gdzie ...

W nocy było tylko -28 stopni przy oknie, a dalej od okna ?  

I jak w poniedziałek pojechać na kurs ? Czym ?

Zdjęcie TŻ ( mam nadzieję,że się nie pogniewa :-)

 

czwartek, 14 stycznia 2010
Saga o Claire...

Historia czytania tej ksiażki (  a właściwie kilku) trwa już jakiś czas. W zasadzie przymierzałam się już jakiś czas temu ,żeby napisać co nieco o książkach Diany Gabaldon, ale jakoś tak zeszło, że  nie wyszło mi to ...

Pierwszy raz przeczytałam "Obcą", "Uwięzioną w bursztnie" oraz "Podrózniczkę" parę dobrych lat temu ( może z 5), z pewnością jeszcze sprzed czasów prowadzenia mojego pierwszego ( skasowanego) bloga.  Skorzystałam z podpowiedzi Pani z Biblioteki i wypożyczyłam książki, tak trochę nawet po znajomości, bo książki  były rozchwytywane i nie tak łatwo było je w bibliotece namierzyć. Podobało mi bardzo, później jeszcze raz chciałam przeczytać ( lubię wracać co jakiś czas do fajnych książek) ale już nie napotkałam   jej "wolnej". Książki były wydane przez wydawnictwo Amber  i przez dłuższy czas osiągały fajne kwoty na allegro ( coś ok. 100 zł i więcej), wersja niemieckojęzyczna była tańsza ale chyba straciłaby na uroku tej książki ( jako tłumaczenie z angielskiego, dla mnie przynajmniej). Jakiś czas temu Świat Książki wydał 5 część sagi ... ( nie było nigdzie części 4 wydanej po polsku), kupiłam, przeczytałam ale  ta część  nie przypadła mi tak bardzo do serca jak pierwsze... Aż w końcu w katalogu ŚK wyczaiłam,że wydawnictwo planuje wydać całą sagę ... Po prostu bosko ... wiedziałam już co będę przez najbliższe miesiące kupować w ŚK  ( bez subskrypcji po 5 część juz ma więc po co mi inne egzemplarze ?). 

I zaczęło się  wyczekiwanie na kolejne tomy ... ( czemu od razu wszystkiego nie wydali ?). 

Książka jest o miłości ... ale nie takiej zwykłej, ale ponad czasowej ( między wiekami). W zasadzie wątek miłosny dla mnie jest pewnym dodatkiem do całej  fabuły. 

Claire Randall spędza ze swoim mężem - historykiem nota bene -  wakacje w Szkocji ( jest czas po II wojnie światowej). I dziwnym zbiegiem okoliczności przebywając w  kamiennym kręgu zostaje przeniesiona w historyczne czasy do roku 1743 ... I o dziwo daje tam sobie radę, mało tego ...wychodzi za mąż  ( trochę z przymusu) za przystojnego Szkota Jamiego Frasiera. Claire poznaje Szkocję XVIII wieku, Francję. Zachodzi w ciążę ( dwukrotnie, z tym,że pierwsze dziecko niestety nie przeżyło), podczas drugiej ciązy wraca w swoje czasy ... potem oo odchowaniu swojego dziecka ( do pełnoletności) wraca do ukochanego Jamiego ... Przeżywa ciekawe dzieje, udaje się do Nowego Świata ... w ogóle główni bohaterowie mają dużo różnych przygód  na tle historycznym ... Tego się nie da opisać tak o ... Takie zderzenie charakteru Jamiego ( upartego Szkota), a umiejetnościami medycznymi Claire... Tysiące splotów okoliczności ... Naprawdę powrywa,  autorka nie  pozwala się nudzić.

Przeczytałam:

1) "Obcą" t.1, 2

2) "Uwięzioną w bursztynie" t. 1, 2 

3) "Podróżńiczkę" t.1, 2 

4) "Jesienne werble" t. 1, 2 ( w końcu uzupełniłam braki )

5) "Ognisty krzyż" t. 1, 2 ( po raz drugi z zapasów domowych, i tym razem gdy uzupełniłam wiadomości spodobał mi się  o wiele bardziej :-)   

Razem przeczytałam 10 książek ( z czego 3 ostatnie tomu w tym roku już !)

 Czekam z niecierpliwością na kolejne  tomy - "Tchnienie śniegu i popiołu" oraz "Echo w kości". I tak poczekam sobie chyba az do jesieni, bo w kolejności wydawniczej jest właśnie "Ognisty krzyż", który już posiadam...  

Oceniam wysoko bo na 6 ( a wszystko przez to, że tyle historii w tle ...)

środa, 13 stycznia 2010
Mam już dosyć zimy ...

i kłopotów jaki mi sprawia w związku z  samochodem. Fakt, że troche za stary się zrobił (jak ten czas szybko leci...) ale ciągle coś się dzieje.

Dzień w dzień muszę jeździć do pracy po nie zawsze dobrze odśnieżonych drogach ( czytaj prawie nie solonych - dobrze dla samochodów ponoć, ale niekoniecznie dla kierowców, lub też wcale nie odśnieżonych... ha, ha ). I tak to zdarzył mi się  wcześniej podczas  naszych wielkich wschodnich mrozów, że płyn w chłodnicy zamarzł - to jestem w stanie zrozumieć ... ( a oryginalny laliśmy, żadne koncentraty ...),ale to że drzwi sie zepsuły to już pech... W poniedziałek podjechałam do naszego domowego mechanika  ( ledwo dojechałam po śniegu na jego wieś) to okazało się, że wystarczyło tylko je zamknąć ( przymarzły i w między czasie odmroziły się ...) - wracając od niego na odcinku 0,8 km zakopałam się 9 razy i pchał mnie prawie cały czas ... o mało co sprzęgła nie spaliłam  ...  

Dwa dni później - linka gazu mi przymarzła ... W samochodzie TŻ też - akurat  wybierałam się do pracy ... Starszy się pyta co mam Pani powiedzieć znowu się spóźniłem ....( na fakt 2. raz w tym tygodniu)  - odpowiedź jest jedna - ZIMA !!

Moje marzenie: mieć ciepły garaż... niestety nierealne ...na dzień dzisiejszy ...

 

piątek, 01 stycznia 2010
Noworoczne

W ramach postanowień - starać się przedstawić przynajmniej większą część przeczytanych książek oraz wykonanych robótek.

Schudnąć co nieco ( święta nie przysłużyły się w tej kwestii).

Uważać na różne  wpadki.

Zdać FCE.

I jeszcze trochę mogłabym dodać ale po co ? Chciałabym chociaż zrealizować te co wymieniłam ...

środa, 30 grudnia 2009
Jeszcze trochę...

Lenistwo poświąteczne trwa ... jeszcze trochę i potem do pracy na 3 dni i znowu wolne ( drugie święta)  i można poleniuchować 4 kolejne dni a potem koniec semestru  i 2 tygodnie ferii (z czego 5 dni na szkoleniach )  i byle do wiosny ... i byle do tych dróg czarnych i bardziej bepiecznych zarazem i do słońca i do komarów ( które wolę zamiast mrozów okrutnych) ...  

wtorek, 22 grudnia 2009
Wszystkim ...

Wszystkim tu zaglądającym

- tym co zawsze, i tym co od czasu do czasu i

 tym co pierwszy raz

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO

 NA

ŚWIĘTA

i do zobaczenia po świętach...

Jak zwykle spędzam święta bez komputera :-)))

poniedziałek, 14 grudnia 2009
Od poniedziałku do piątku

Mój tydzień wygląda ostatnio tak:

Poniedziałek: pracuję od 7.30 do13.50 - jadę z dzieckiem Starszym do domu, czasami zabieram z klubu Młodszego. Jem coś,  i jadę  zanowu do szkoły na kurs dla dorosłych, który prowadzę  i trwa od 1.5 godziny. Wracam ok. 17.00. Przewra na relax do 18.30 - i odrabiam zadane domowe ze S. Przygotowuję się do zajęć.

Wtorek: zawożę Starszego  na autobus, 3 km, wracam, jem, coś pakuję, ubieram Młodszego i jadę w kierunku pracy  - po drodze zostawiam Młodszego w klubie. Zaczynam od 8.45 i pracuję do 13.50, wracam do domu ze Starszym i po drodze zabieram Młodszego. Na 15.30 mam zebranie - wracam ok. 17.00  i znowu rutyna domowa: zadanie domowe itp. 

Środa : schemat jak we wtorek,  z tym, ze kończę poźniej i Młodszego musi TŻ  odebrać. W tą środę rozpoczynam kurs: na 16.00 - ok. 5 godzin. Szkolona tym razem będę ja ! Wrócę- nie wiem o której. 

Czwartek: Starszy na 7.30 na autobus, ja na 9.40 na lekcje - po drodze Młodszy do klubu... Kończę o 11.50 ale zawsze mam coś do zarobienia w szkole ... ok. 14.00 odbieram Młodszego z klubu, Starszy wraca w okolice klubu autobusem.  Na 15.00 kurs  językowy, który prowadzę. Wracam ok. 16.45. I znowu lekcje, itp. 

W piątek jak w środę i we wtorek. Kończę szybciej - odbieram Młodszego z klubu a Starszego z autobusu i do domu. Wrzucam coś na ruszt i o 14.30 jadę do miasta wojewódzkigo na angielski ... Zajęcia rozpoczynją się  o 16.00 kończą o 19.00. Wracam po drodze robiąc zakupy w hipermarkiecie. 

Dodam jeszcze, że we wtorki i czwartki o 17.00 czasami jeżdżę na basen ze Starszym (na doskonalenie pływania)   jak TŻ nie może, po którym to wraca się ok. 20.00.   

A Młodszy pyta : czemu cię ciągle nie ma mamo? 

A ja się pytam: Czy na wsi ma się więcej czasu czy mniej ( ale nie mam na myśli rolników !) ?      

wtorek, 08 grudnia 2009
Czyta...

Mój Starszy poszedł w końcu do biblioteki szkolnej i zaczął czytać ... Zaczął od "mocnego uderzenia",  bo pierwsza książka w tym roku którą wypożyczył był to  "dwupak" Adama Mickiewicza "Rękawiczka" oraz Juliusza Słowackiego " O Janku, co psom szył buty". 

WOW !!! I sam przeczytał i oddał do biblioteki, wypożyczył następnie  Makuszyńskiego i Walentynowicza książeczkę " O Smoku Wawelskim" .

 Widzę światełko w tunelu ... Oczywiście twierdzi, że przeczytał już wszytskie Frankliny jakie mamy ...   ale ciężko mi to sprawdzić, bo je parokrotnie czytałam na głos wcześniej i nie wiem co pamięta z tamtego czytania, a co nie.

Może jednak będzie czytał ? Przynajmniej od poniedziałku do piątku,  kiedy obowiązuje zakaz włączania komputera przez dziecko !

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10

I am a
Nigella

What Flower
Are You?